Wydaje się, że wybór partnera czy partnerki to świadoma, dobrze przemyślana decyzja. Przecież mamy swoje oczekiwania, pragnienia, doświadczenia – często wiemy, czego chcemy. Tymczasem rzeczywistość bywa znacznie bardziej złożona. Ile razy słyszeliśmy (albo sami mówiliśmy): „Nigdy nie zwiążę się z kimś podobnym do mojego ojca” albo „Nie chcę być z kimś takim jak moja matka”? A mimo to… często wybieramy osoby, które przypominają nam właśnie opiekunów z dzieciństwa.
Dlaczego tak się dzieje? Czy znane = bezpieczne?
Jako ludzie mamy skłonność do poruszania się po znanych sobie ścieżkach, daje nam to poczucie bezpieczenstwa. Neurobiologicznie proces ten wiąże się z tzw. torowaniem (czyli wzmacnianiem utartych ścieżek neuronalnych) oraz zjawiskiem tworzenia się „atraktorów” – wzorców, które przyciągają nas do określonych typów ludzi. Tak jak molekuły, które pasują do siebie, tak i my przyciągamy osoby, które współgrają z naszymi wewnętrznymi wzorcami – zarówno tymi zdrowymi, jak i tymi mniej korzystnymi.
Schematy z dzieciństwa – niewidzialny kompas?
Najbardziej znajomi – i przez to „bezpieczni” – są dla nas nasi pierwsi opiekunowie. Nie powinno więc dziwić, że często nieświadomie przyciągają nas osoby do nich podobne – pod względem zachowań, sposobu wyrażania emocji, relacyjnych wzorców. Nawet jeśli te cechy były dla nas raniące lub trudne. W języku terapii schematów mówimy wtedy o aktywacji wczesnych nieadaptacyjnych schematów – głęboko zakorzenionych wzorców myślenia, odczuwania i reagowania, które ukształtowały się w dzieciństwie. W praktyce może to oznaczać, że zakochujemy się w kimś, kto – mimo pozorów – otwiera nasze dawne rany.
Złudzenia początku – a potem „wejście do tej samej rzeki”
Ciekawym zjawiskiem jest to, że często na początku relacji wydaje się nam, że partner jest „zupełnie inny” niż którykolwiek z naszych opiekunów. Z czasem jednak relacja zaczyna przypominać coś znajomego – z przeszłości. Dlaczego?
Jedną z przyczyn może być to, że nieświadomie „pomagamy” partnerowi wpasować się w znany nam schemat. Nasze reakcje, lęki i strategie radzenia sobie – np. wycofywanie się, atakowanie, kontrolowanie – mogą prowokować w drugiej osobie właśnie te zachowania, których się najbardziej obawiamy. W ten sposób wzmacniamy w niej cechy, które potem interpretujemy jako „dowód” na nasze wcześniejsze obawy. To trochę tak, jakbyśmy przez okulary własnych schematów widzieli w partnerze postać z przeszłości – i dopasowywali ją do tej roli tak długo, aż naprawdę zacznie ją odgrywać. Dopiero kiedy zaczynamy rozumieć, że to, co nas przyciągało, to nie tylko „miłość”, ale również nieświadome podobieństwo do dziecięcych wzorców, pojawia się szansa na przerwanie tego cyklu.
Nasze wybory partnerów życiowych nie zawsze są tak świadome, jak chcielibyśmy wierzyć. Często kierują nimi głęboko zakorzenione wzorce i emocjonalne skojarzenia z przeszłości, które niepostrzeżenie wpływają na to, kto nas pociąga i dlaczego. Im lepiej jednak rozumiemy te mechanizmy – swoje schematy, potrzeby i lęki – tym większa szansa, że w przyszłości dokonamy bardziej świadomych, zdrowych wyborów.
Polecana literatura:
- B.A. Stevens, E. Roediger, Emocjonalne pułapki w związkach, GWP, Gdańsk, 2024.
- L. Seebauer, van H. Genderen, G. Jacob, Emocjonalne pułapki przeszłości, GWP, Gdańsk, 2019.
- E. Roediger, E. Frank-Noyon, Terapia schematów dla par. Przewodnik praktyka. GWP, Gdańsk, 2022.
